*2 tygodnie później*
Przez te dwa tygodnie zaprzyjaźniłem się
z Chaz'em i częścią klasy, ale z Amy zamieniłem tylko kilka zdań. Ona również była nieśmiała.
Przebudziłem się wcześnie rano, ale nie chciało mi się już spać więc poszedłem wziąć prysznic.
Założyłem białą koszulkę z kolorowym nadrukiem i dżinsy, które opuściłem
w kroku. Włosy lekko postawiłem.
Zszedłem do kuchni. Nie było tam mojej mamy. Rozejrzałem się dookoła. Zobaczyłem małą karteczkę na blacie kuchennym.
"Kochanie,
musiałam wyjść wcześniej do pracy. Przepraszam. Mama"
Choć nigdy nie miałem jej za złe tego, że ciągle pracowała, bo robiła to z myślą o mnie, w tym momencie chciałem ją przytulić, porozmawiać o codziennych, błahych sprawach... Kocham moją mamę. Kocham ją najbardziej na świecie
i jest dla mnie najważniejsza.
Miałem szklanki przed oczami, ale nie pozwoliłem łzom wypłynąć. Zabrałem się za przygotowywanie śniadania. Wyciągnąłem niezbędne składniki do tostów i zabrałem się ich robienie.
Wyszedłem z domu około godziny 7:00. Było jeszcze wcześnie, ale nie chciało mi się już siedzieć w domu.
Szedłem właśnie przez park i obserwowałem zachodzące w nim zmiany. Była jesień. Przyglądałem się opadającym liściom.
Rozmyślałem nad swoim życiem, nad moją przeszłością.. i nad Amy.
Przyglądam się jej od dwóch tygodni. Jest bardzo inteligentna, ale skryta w sobie, nieśmiała. Tak jak ja.
Gdy dotarłem do szkoły była 7:15. Za wcześnie, aby ktokolwiek z mojej nowej klasy przyszedł już do szkoły. Udałem się w kierunku szafek. Wypakowałem niepotrzebne książki i wziąłem zeszyt z biologii, gdy doszedł do mnie odgłos cichego płaczu. Udałem się w jego kierunku. Skręciłem w mały korytarz prowadzący do łazienek. Tutaj płacz był już głośniejszy co oznaczało, że zbliżam się do celu. Na samym końcu korytarza, w rogu siedziała jakąś dziewczyna. Nie mogłem zobaczyć jej twarzy, gdyż głowę miała wtuloną w kolana. Im bliżej niej byłem tym głośniej słyszałem jej szloch. Podszedłem do dziewczyny i uklęknąłem obok niej. Nie widziałem co zrobić, lecz postanowiłem dowiedzieć się czemu płacze. Wyciągnąłem drżącą dłoń w kierunku dziewczyny i lekko dotknąłem jej ramienia,
a ona przestraszyła się i uniosła głowę, aby na mnie spojrzeć.
- Amy?
To była ona, płakała, ktoś ją skrzywdził.. Zacząłem się denerwować. Patrzyła na mnie swoimi czekoladowymi tęczówkami, które pomimo łez i tak były piękne.
Jej oczy nie wyrażały nic oprócz ogromnego bólu i smutku, a po jej policzkach nie przestawały płynąć łzy. Płynęły i płynęły...
A w moim gardle powstała niewidzialna gula.
- Amy, co się stało? - powiedziałem ledwo słyszalnie. Patrząc na nią czułem, że i ja zaraz będę płakał. Dziewczyna milczała.
- Amy, nie płacz. Powiedz mi..
- Ja... Oni... - nie mogła wydusić z siebie ani słowa - Moi rodzice nie żyją. - na te słowa znów wybuchła głośnym płaczem.
Mocno wtuliłem jej ciało w swoje. Wiedziałem jak w takim momencie potrzebne jest wsparcie drugiej osoby. Wylewała łzy w moją koszulkę.
- Chodźmy stąd. - powiedziała po chwili drżącym głosem.
- Gdzie?
-Gdziekolwiek...
Lucas Love
sobota, 13 grudnia 2014
Rozdział 2
Chodziłem po korytarzach, szukając klasy, gdy usłyszałem dzwonek. Rozejrzałem się dokoła. Właśnie stałem pod salą 116.
Zająłem miejsce na samym końcu sali po czym wyciągnąłem zeszyt z francuskiego. Nauczycielka weszła do klasy i sprawdziła listę. Następnie zaczęła iść w moim kierunku lekko stukając obcasami o podłogę.
- Tu as probablement un nouvel étudiant? - wzrok wszystkich uczniów skupił się na mnie.
- Oui, cette moi.
Na twarzy nauczycielki pojawiło się lekkie zdziwienie.
- Klaso, chciałabym wam przedstawić nowego kolegę, który dołączył do waszej klasy. To Lucas Brighton. - powiedziała wskazując na mnie i lekko się uśmiechając.
- Cześć, jestem Lucas. - odparłem, nie wiedząc zbytnio co powinienem powiedzieć.
- Dobrze, temat dzisiejszej lekcji: "Vaviété des pronoms personnels" - wszyscy odwrócili się w stronę tablicy i zaczęli przepisywać temat. Już miałem zacząć pisać, gdy nagle usłyszałem pukanie do drzwi.
Drzwi się otworzyły, a w nich stanęła piękna dziewczyna. Jej brązowe, falowane włosy opadające na ramiona idealnie komponowały się z piwnymi oczami.
- Dzień dobry. Przepraszam za spóźnienie.
-O Amy, jak miło, że się pojawiłaś! - powiedziała nauczycielka z ironią w głosie - Siadaj.
Dziewczyna zajęła miejsce obok jakiegoś chłopaka, z którym po chwili zaczęła rozmawiać. Nagle odwróciła się w moją stronę, przyglądając mi się przez chwilę. Po czym lekko się uśmiechnęła i wróciła do rozmowy z kolegą z ławki, a ja do przepisywania tematu.
Po pewnym czasie zadzwonił dzwonek oznajmiający koniec lekcji. Szybko się spakowałem i wyszedłem z klasy nie spuszczając wzroku z Amy, gdy nagle poczułem, że na kogoś wpadłem...
-Ojej sorry. - podniosłem głowę. Obok mnie stał wysoki blondyn o niebieskich oczach.
- Spoko stary. Jestem Chaz. - powiedział wyciągając do mnie rękę.
- Lucas.
-Poznałeś już aż szkołę? - zagadał po chwili.
- W sumie to jeszcze nie za bardzo.
- Oprowadzić cię?
-Czemu nie.
Szliśmy długim korytarzem, gdy mój wzrok spotkał Amy. Zacząłem się jej przyglądać. Nie była dziewczyną z kilogramem tapety na twarzy. Była naturalnie piękna.
- Nie łudź się. - powiedział Chaz.
- Słucham? - jego głos wyrwał mnie z zamysleń.
- Zajęta jest.
- Ale ja wcale... nieważne.
Udaliśmy się do klasy, gdzie miała odbyć się następna lekcja.
Po szkole udaliśmy się do domu Chaz'a, gdzie graliśmy na PS3. Myślę, że udało nam się dobrze poznać i zaprzyjaźnić.
Około 18:00 wróciłem do domu.
- I jak było w szkole? - spytała mama, gdy usłyszała jak zamykam drzwi.
- W sumie całkiem nieźle. - udałem się się do salonu i usiadłem w fotelu obok mamy.
- Widzisz, mówiłam, że będzie fajnie. - powiedziała uśmiechając się szeroko. -A gdzie byłeś po szkole?
- U Chaz'a. Chodzi ze mną do klasy i zaprosił mnie do siebie.
- No to fajnie. Obejrzysz ze mną? - wskazała na telewizor.
- Nowy odcinek? Wiesz, że nie lubię tych twoich seriali.. Pójdę do siebie.
Gdy wszedłem do swojego pokoju od razu rzuciłem się na łóżko, analizując cały dzisiejszy dzień. W sumie nie było aż tak źle.. można powiedzieć, że nawet mi się podobało. Myślami wróciłem do Amy. Ciągnęło mnie do niej choć nie zamieniłem z nią ani słowa. To było dziwne..
Zająłem miejsce na samym końcu sali po czym wyciągnąłem zeszyt z francuskiego. Nauczycielka weszła do klasy i sprawdziła listę. Następnie zaczęła iść w moim kierunku lekko stukając obcasami o podłogę.
- Tu as probablement un nouvel étudiant? - wzrok wszystkich uczniów skupił się na mnie.
- Oui, cette moi.
Na twarzy nauczycielki pojawiło się lekkie zdziwienie.
- Klaso, chciałabym wam przedstawić nowego kolegę, który dołączył do waszej klasy. To Lucas Brighton. - powiedziała wskazując na mnie i lekko się uśmiechając.
- Cześć, jestem Lucas. - odparłem, nie wiedząc zbytnio co powinienem powiedzieć.
- Dobrze, temat dzisiejszej lekcji: "Vaviété des pronoms personnels" - wszyscy odwrócili się w stronę tablicy i zaczęli przepisywać temat. Już miałem zacząć pisać, gdy nagle usłyszałem pukanie do drzwi.
Drzwi się otworzyły, a w nich stanęła piękna dziewczyna. Jej brązowe, falowane włosy opadające na ramiona idealnie komponowały się z piwnymi oczami.
- Dzień dobry. Przepraszam za spóźnienie.
-O Amy, jak miło, że się pojawiłaś! - powiedziała nauczycielka z ironią w głosie - Siadaj.
Dziewczyna zajęła miejsce obok jakiegoś chłopaka, z którym po chwili zaczęła rozmawiać. Nagle odwróciła się w moją stronę, przyglądając mi się przez chwilę. Po czym lekko się uśmiechnęła i wróciła do rozmowy z kolegą z ławki, a ja do przepisywania tematu.
Po pewnym czasie zadzwonił dzwonek oznajmiający koniec lekcji. Szybko się spakowałem i wyszedłem z klasy nie spuszczając wzroku z Amy, gdy nagle poczułem, że na kogoś wpadłem...
-Ojej sorry. - podniosłem głowę. Obok mnie stał wysoki blondyn o niebieskich oczach.
- Spoko stary. Jestem Chaz. - powiedział wyciągając do mnie rękę.
- Lucas.
-Poznałeś już aż szkołę? - zagadał po chwili.
- W sumie to jeszcze nie za bardzo.
- Oprowadzić cię?
-Czemu nie.
Szliśmy długim korytarzem, gdy mój wzrok spotkał Amy. Zacząłem się jej przyglądać. Nie była dziewczyną z kilogramem tapety na twarzy. Była naturalnie piękna.
- Nie łudź się. - powiedział Chaz.
- Słucham? - jego głos wyrwał mnie z zamysleń.
- Zajęta jest.
- Ale ja wcale... nieważne.
Udaliśmy się do klasy, gdzie miała odbyć się następna lekcja.
Po szkole udaliśmy się do domu Chaz'a, gdzie graliśmy na PS3. Myślę, że udało nam się dobrze poznać i zaprzyjaźnić.
Około 18:00 wróciłem do domu.
- I jak było w szkole? - spytała mama, gdy usłyszała jak zamykam drzwi.
- W sumie całkiem nieźle. - udałem się się do salonu i usiadłem w fotelu obok mamy.
- Widzisz, mówiłam, że będzie fajnie. - powiedziała uśmiechając się szeroko. -A gdzie byłeś po szkole?
- U Chaz'a. Chodzi ze mną do klasy i zaprosił mnie do siebie.
- No to fajnie. Obejrzysz ze mną? - wskazała na telewizor.
- Nowy odcinek? Wiesz, że nie lubię tych twoich seriali.. Pójdę do siebie.
Gdy wszedłem do swojego pokoju od razu rzuciłem się na łóżko, analizując cały dzisiejszy dzień. W sumie nie było aż tak źle.. można powiedzieć, że nawet mi się podobało. Myślami wróciłem do Amy. Ciągnęło mnie do niej choć nie zamieniłem z nią ani słowa. To było dziwne..
Rozdział 1
Obudziły mnie jasne promienie rażące moje przymknięte powieki. Spojrzałem na zegarek. 6:30. Od razu doszedł mnie zapach smażonych naleśników. Szybko udałem się do łazienki, gdzie wziąłem prysznic i założyłem wcześniej przygotowane ubranie.
Zszedłem na dół, do kuchni, gdzie czekała na mnie moja rodzicielka z talerzem naleśników.
- Cześć mamuś. - objąłem ją od tyłu, wtulając w siebie jej drobne ciało.
- Witaj synu. - dała mi lekkiego buziaka w policzek - siadaj, bo naleśniki ci wystygną.
Gdy zjadłem, założyłem buty, wziąłem swój plecak i już miałem wychodzić z domu, gdy usłyszałem głos mamy.
- Nie martw się, wszystko będzie dobrze! Powodzenia!
- Yhmm... Dziękuję - odpowiedziałem zamykając za sobą drzwi.
To dziś. Dziś miałem zmierzyć się z nowym światem, rzeczywistością. Przeniosłem się do innej szkoły. Już dłużej bym tego nie zniósł. W starej szkole znęcali się nade mną psychicznie. Nie jestem zbyt przystojny, a w moim domu nigdy nie było za dużo pieniędzy. Utrzymuje nas tylko mama. Tata zmarł 5 lat temu w wypadku samochodowym. Śmiali się ze mnie, obrażali. Dlatego w tym roku szkolnym zaczynam naukę w nowej szkole. Jest ona całkiem niedaleko od mojego domu. Niecałe 15 minut drogi pieszo.
Tak oto rozmyślając doszedłem pod budynek mojej szkoły. Stałem tak kilka minut, gdy poczułem na sobie czyjś wzrok. Rozejrzałem się dookoła. Oczy wszystkich uczniów, stojących wówczas przed szkołą, były skierowane na mnie. Dało się słyszeć ciche szepty typu: "To jakiś nowy?", "Ej, kto to jest?". Lekko zakłopotany spuściłem głowę i udałem się w kierunku głównych drzwi.
Na początku miałem spotkać się z dyrektorem w jego gabinecie. Tylko najpierw musiałem go znaleźć...
Po kilku minutach znalazłem odpowiednie drzwi z napisem "dyrektor". Zapukałem. Po czym lekko uchyliłem drzwi.
- Proszę śmiało! - powitał mnie radosny głos dyrektora - Ty zapewne Lucas Brighton?
- Tak to ja.
-Siadaj proszę.
Grzecznie podziękowałem i usiadłem na krześle stojącym przy biurku dyrektora. Miałem chwilę, aby rozejrzeć się po pomieszczeniu. Na jednej ze ścian wisiało bardzo dużo dyplomów.
Gdy dyrektor szukał czegoś w papierach, ja zerknąłem na drugą ścianę. Stały tam dwa skórzane fotele w fioletowym odcieniu, a pomiędzy nimi szklany stolik, a na nim wazon z tulipanami.
- Dołączysz do klasy 3b liceum. - głos dyrektora wyrwał mnie z zamyślenia - Ich pierwszą lekcją jest jęz. francuski w sali 116. - powiedział, podając mi plan lekcji.
- Dziękuję.
- Wydrukowałem ci jeszcze statut szkoły, którego nieprzestrzeganie grozi wydaleniem ze szkoły.
Podziękowałem i udałem się w poszukiwaniu sali jęz. francuskiego.
Zszedłem na dół, do kuchni, gdzie czekała na mnie moja rodzicielka z talerzem naleśników.
- Cześć mamuś. - objąłem ją od tyłu, wtulając w siebie jej drobne ciało.
- Witaj synu. - dała mi lekkiego buziaka w policzek - siadaj, bo naleśniki ci wystygną.
Gdy zjadłem, założyłem buty, wziąłem swój plecak i już miałem wychodzić z domu, gdy usłyszałem głos mamy.
- Nie martw się, wszystko będzie dobrze! Powodzenia!
- Yhmm... Dziękuję - odpowiedziałem zamykając za sobą drzwi.
To dziś. Dziś miałem zmierzyć się z nowym światem, rzeczywistością. Przeniosłem się do innej szkoły. Już dłużej bym tego nie zniósł. W starej szkole znęcali się nade mną psychicznie. Nie jestem zbyt przystojny, a w moim domu nigdy nie było za dużo pieniędzy. Utrzymuje nas tylko mama. Tata zmarł 5 lat temu w wypadku samochodowym. Śmiali się ze mnie, obrażali. Dlatego w tym roku szkolnym zaczynam naukę w nowej szkole. Jest ona całkiem niedaleko od mojego domu. Niecałe 15 minut drogi pieszo.
Tak oto rozmyślając doszedłem pod budynek mojej szkoły. Stałem tak kilka minut, gdy poczułem na sobie czyjś wzrok. Rozejrzałem się dookoła. Oczy wszystkich uczniów, stojących wówczas przed szkołą, były skierowane na mnie. Dało się słyszeć ciche szepty typu: "To jakiś nowy?", "Ej, kto to jest?". Lekko zakłopotany spuściłem głowę i udałem się w kierunku głównych drzwi.
Na początku miałem spotkać się z dyrektorem w jego gabinecie. Tylko najpierw musiałem go znaleźć...
Po kilku minutach znalazłem odpowiednie drzwi z napisem "dyrektor". Zapukałem. Po czym lekko uchyliłem drzwi.
- Proszę śmiało! - powitał mnie radosny głos dyrektora - Ty zapewne Lucas Brighton?
- Tak to ja.
-Siadaj proszę.
Grzecznie podziękowałem i usiadłem na krześle stojącym przy biurku dyrektora. Miałem chwilę, aby rozejrzeć się po pomieszczeniu. Na jednej ze ścian wisiało bardzo dużo dyplomów.
Gdy dyrektor szukał czegoś w papierach, ja zerknąłem na drugą ścianę. Stały tam dwa skórzane fotele w fioletowym odcieniu, a pomiędzy nimi szklany stolik, a na nim wazon z tulipanami.
- Dołączysz do klasy 3b liceum. - głos dyrektora wyrwał mnie z zamyślenia - Ich pierwszą lekcją jest jęz. francuski w sali 116. - powiedział, podając mi plan lekcji.
- Dziękuję.
- Wydrukowałem ci jeszcze statut szkoły, którego nieprzestrzeganie grozi wydaleniem ze szkoły.
Podziękowałem i udałem się w poszukiwaniu sali jęz. francuskiego.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)