sobota, 13 grudnia 2014

Rozdział 3

*2 tygodnie później*
Przez te dwa tygodnie zaprzyjaźniłem się
z Chaz'em i częścią klasy, ale z Amy zamieniłem tylko kilka zdań. Ona również była nieśmiała.


Przebudziłem się wcześnie rano, ale nie chciało mi się już spać więc poszedłem wziąć prysznic.
Założyłem białą koszulkę z kolorowym nadrukiem i dżinsy, które opuściłem
w kroku. Włosy lekko postawiłem.
Zszedłem do kuchni. Nie było tam mojej mamy. Rozejrzałem się dookoła. Zobaczyłem małą karteczkę na blacie kuchennym.
 "Kochanie,
musiałam wyjść wcześniej do pracy. Przepraszam. Mama"
Choć nigdy nie miałem jej za złe tego, że ciągle pracowała, bo robiła to z myślą o mnie, w tym momencie chciałem ją przytulić, porozmawiać o codziennych, błahych sprawach... Kocham moją mamę. Kocham ją najbardziej na świecie
i jest dla mnie najważniejsza.
Miałem szklanki przed oczami, ale nie pozwoliłem łzom wypłynąć. Zabrałem się za przygotowywanie śniadania. Wyciągnąłem niezbędne składniki do tostów i zabrałem się ich robienie.


Wyszedłem z domu około godziny 7:00. Było jeszcze wcześnie, ale nie chciało mi się już siedzieć w domu.
Szedłem właśnie przez park i obserwowałem zachodzące w nim zmiany. Była jesień. Przyglądałem się opadającym liściom.
Rozmyślałem nad swoim życiem, nad moją przeszłością.. i nad Amy.
Przyglądam się jej od dwóch tygodni. Jest bardzo inteligentna, ale skryta w sobie, nieśmiała. Tak jak ja.
Gdy dotarłem do szkoły była 7:15. Za wcześnie, aby ktokolwiek z mojej nowej klasy przyszedł już do szkoły. Udałem się w kierunku szafek. Wypakowałem niepotrzebne książki i wziąłem zeszyt z biologii, gdy doszedł do mnie odgłos cichego płaczu. Udałem się w jego kierunku. Skręciłem w mały korytarz prowadzący do łazienek. Tutaj płacz był już głośniejszy co oznaczało, że zbliżam się do celu. Na samym końcu korytarza, w rogu siedziała jakąś dziewczyna. Nie mogłem zobaczyć jej twarzy, gdyż głowę miała wtuloną w kolana. Im bliżej niej byłem tym głośniej słyszałem jej szloch. Podszedłem do dziewczyny i uklęknąłem obok niej. Nie widziałem co zrobić, lecz postanowiłem dowiedzieć się czemu płacze. Wyciągnąłem drżącą dłoń w kierunku dziewczyny i lekko dotknąłem jej ramienia,
a ona przestraszyła się i uniosła głowę, aby na mnie spojrzeć.
- Amy?
To była ona, płakała, ktoś ją skrzywdził.. Zacząłem się denerwować. Patrzyła na mnie swoimi czekoladowymi tęczówkami, które pomimo łez i tak były piękne.
Jej oczy nie wyrażały nic oprócz ogromnego bólu i smutku, a po jej policzkach nie przestawały płynąć łzy. Płynęły i płynęły...
 A w moim gardle powstała niewidzialna gula.
- Amy, co się stało? - powiedziałem ledwo słyszalnie. Patrząc na nią czułem, że i ja zaraz będę płakał. Dziewczyna milczała.
- Amy, nie płacz. Powiedz mi..
- Ja... Oni... - nie mogła wydusić z siebie ani słowa - Moi rodzice nie żyją. - na te słowa znów wybuchła głośnym płaczem.
Mocno wtuliłem jej ciało w swoje. Wiedziałem jak w takim momencie potrzebne jest wsparcie drugiej osoby. Wylewała łzy w moją koszulkę.
- Chodźmy stąd. - powiedziała po chwili drżącym głosem.
- Gdzie?
-Gdziekolwiek...

1 komentarz:

  1. świetny blog! <3
    http://art-of-killing.blogspot.com/ zapraszam na moje nowe ff z Justinem Bieberem:)‎
    dołączyłam do Twoich obserwatorów, liczę na to samo:)
    ps. możesz mnie informować:)

    OdpowiedzUsuń